Odgrzebuję temat, bo aż wstyd, że tak długo leży odłogiem bez żadnego update'u.
Ale okazja jest wielka, bo bardzo okrągła dziewięciokwartalnica Poza tym zawsze mogę usprawiedliwić dalsze lenistwo tym, że następna aktualizacja będzie kolejnego 29.02
Zbiornik ma 27 miesięcy, więc to jeden z najdłużej działających RMów na forum. Moim założeniem było, żeby baniak prowadzić w jak najprostszy i możliwie mało czasochłonny sposób. Chciałem, żeby baniak zapełniał się powoli koralami rozrastającymi się od małych szczepek. Trwa to czasem bardzo długo, ale frajda i satysfakcja z tak obsadzonego akwarium jest moim zdaniem warta cierpliwości. No i dzięki temu również tak niewielki zbiornik może cieszyć znacznie dłużej, niż wypchany po brzegi w pół roku stadem korali, gdzie następnym krokiem jest już tylko zmiana litrażu na większy. Ale co kto woli
Co nieco historii:
Po założeniu dochodzenie do stabilności baniaka trwało dłuuugo, parametry (głównie NO3 i PO4) zjechały do rozsądnych wartości dopiero po ok. 10 miesiącach, wtedy też tak naprawdę ruszyły korale i na poważnie zaczęły znikać glony. Po drodze wiele nerwów i strat kosztowała mnie walka z dino, swoje dołożyły awarie oświetlenia. Dobór optymalnej cyrkulacji również trwał długo, ale teraz z doświadczenia mogę powiedzieć, że przy stabilnym zbiorniku jej funkcjonowanie jest zdecydowanie mniej istotne. Na pewno niemały wkład w czas stabilizacji miały moje głupie błędy początkującego, ze zbyt intensywnym wprowadzeniem życia na czele. Na dokładkę do wszelkich działań zbieram się dość długo, żeby nie powiedzieć ślamazarnie, co przy kryzysowych sytuacjach zaletą nie jest. Jest za to przy wprowadzaniu zmian, więc tutaj mamy remis Obecnie od 1,5 roku baniak funkcjonuje bez większych problemów (odpukać).
Prowadzenie baniaka:
Od początku bardzo zniechęcała mnie ilość sprzętu i techniczno-chemiczne skomplikowanie morszczyzny, za to niesamowicie urzekł będący na drugim biegunie zbiornik Kiviego. Dlatego "system" (jakże szumna nazwa dla RMa) miał hulać na samych podmiankach, bez ballinga, stada absorberów, dozowania tablicy Mendelejewa, aminokwasów, reefperlsów i wszelkich innych "dziwactw". Możliwie najprościej jak się da. Na starcie miałem obowiązkową kombinację purigen+chemipure, ale nie zauważyłem cudownego działania powyższych, więc finalnie radośnie wylądowały w koszu, do teraz został tylko absorber PO4.
Przez długi czas zbiornik funkcjonował na podmianach (co 10 dni 10-12l), do tego trochę absorbera fosforanów znanej i szanowanej firmy Sera , wymienianych jak mi się przypomni (aktualny wkład z 10 m-cy ma jak nic). Obecnie z bólem serca musiałem przejść na ballinga, bo wraz ze wzrostem korali na pysk zleciało Ca (do lekko>300), magnez i kH (do 4 ). Ten ostatni parametr ze sporym udziałem podmian na Preisie, która to sól jest całkiem niezła, ale rozwarstwia się w sposób zdecydowanie nieprzyzwoity. Dzięki temu kH świeżej solanki bujało się od 4(!) do 12.
Aktualnie podmiana 12l co 2 tyg., do tego balling Ca, kH, Mg. I mam nadzieję, że więcej kombinacji nie będzie.
Sprzęt:
Jak widać zwykły RM, jedynie delikatnie przerobiony. Dodany grzebień na spływie do panelu, wywalone kulki, wywalone patyki z watą, za to wata na wylocie wody z panelu łapie bąbelki. Płukana przy podmianach.
Odpieniacz fabryczny, czyli prawie żaden, przedłużyłem tylko wylot (nie leje wodą jak oryginał), na dniach zmieniłem chwyt powietrza (bo oryginał odpinał się od kubka).
Ze względu na hałas wymieniłem wszystkie wiatraki.
Światełko Ati 2x20k, 1x15k.
Cyrkulacja 2xkoralia 1, za skałami 1x koralia nano 900.
Moim największym osiągnięciem jest chyba fakt, że większość zwierzaków w zbiorniku mam od naprawdę małych szczepek (np. obie gorgonie, wiele razy przycinana pseudog. urosła z maleńkiego patyka, który widać na poprzednich zdjęciach, włochata również cięta z kawałka wielkości palca, ełfilka z małej główki, wszystkie zoa - np. zielonoczarne z dwóch łebków, zielona pavonka z posklejanych kilku fragmentów...). Obserwowanie zarastającego koralami baniaka daje naprawdę masę satysfakcji i banana na gębie
A porażka to oczywiście wszystkie zwierzaki, które z tych czy innych przyczyn odeszły na wieczną rafę. Szczególnie wtedy, gdy przyczyna była głównie po mojej stronie
Jeeeezu, jaki wielki elaborat wyszedł. Już współczuję wszystkim, którym udało się przez niego przebrnąć Na osłodę kilka fotek.
Pozdrowienia dla wszystkich słonozakręconych