Jump to content
Ironista

[910] Jeszcze nie wiem jakie...

Recommended Posts

22 godziny temu, VDR napisał:

Panie Jacek - żyjesz Pan ?

Żyję, żyję, ale co to za życie, jak nie ma na nic czasu. Jeszcze tu jakieś niecierpliwce domagają się aktualizacji. No to na szybko jedno wyjaśnienie i jedna bajka na dobranoc.

Pytałeś jak tam z Salariasem w kominie. Pomysł wypalił idealnie. Woda spuszczona, na dnie zostaje jej tyle, ile wynosi wysokość śrubunku, czyli niewiele. Głupek leży, podstawiam siatkę, ruszam nią, on przestraszony próbuje wyskoczyć (ale nie ma przecież wody), więc tylko podskakuje w powietrze i...wpada do siatki. Potem siup do baniaka i zdziwiony. Tak mu się to spodobało, że jeszcze dwa razy powtarzaliśmy ten numer. Błazny nie tylko prześladuje, ale i nawet sam powoli w błazna przepoczwarza się, co będzie widać na fotce.

A teraz jak już umyliście ząbki to czas na bajkę, choć lepiej nie czytać jej w samotności żeby nie było później koszmarów, bo na początku będzie straszno.

"Jak śmierć kosiła na prawo i lewo, a Ironista choć głupi po szkodzie, znalazł babkę swego życia".

Nastały dni straszne i ponure w Morzu Ironowym. Wojna chetoników zebrała straszne żniwo. Nie ma już przedstawicieli tego rodzaju w moim baniaku. Falcula, choć odłowiona do sumpa, nie dała rady. Trochę na własne życzenie, bo nie pobierała pokarmu, tym samym zmniejszając swoje szanse na przeżycie. Auriga poszła za nią, później Collare. Co gorsze, chetoniki pociągnęły za sobą trzy błazny z pływającej piątki (o dziwo, trzy największe). I to w tempie zastraszającym. Jeden dzień - wysypane, drugi dzień - już ich nie było. Dwa najmniejsze jakby były z innej planety. Nie obsypały się, mają się dobrze i nadrabiają stracony czas, kiedy czekały w kolejce do dominacji w rodzinie. Rosną błyskawicznie i próbują postawić się Ramosusowi. No cóż, pomysł z zakupem Falculi nie był najmądrzejszy, bo wiedząc że wcześniej już się obsypywały nie powinienem nic wpuszczać w tak krótkim czasie, a już na pewno nie tego samego gatunku. Mądry Polak po szkodzie, a wujek Iron głupi, bo już to kiedyś przerabiał. Do trzech razy sztuka - nie będzie. 

No nic, trzeba się otrząsnąć i podjąć postanowienie w jakim kierunku idziemy ze zbiornikiem. Coś mi się tam roi we łbie, ale... . 

Różne babki bawiły w dziupli Ironisty - puellaris, strigata, sexguttata, Ela, Gabrysia i kilka innych, ale takiej panny jak Muralis to jeszcze nie było. Pracowita, tyra 12/24 h, posażna (dwie chałupy posprzątane na glanc), a i w mordę potrafi dać (na razie tylko swemu odbiciu w szybie). Oczywiście wpasowana w klimat zbiornika, czyli żadna normalna ryba tu nie gości. Czym się objawia brak jej normalności? Ano lubi sobie pływać w toni. Niczym jakiś chromis czy anthias pomyka w górze aż miło. Ale to tylko w przerwach w robocie. Co do pracy, to jestem w szoku. Zastanawiałem się, czy da radę przesiać piach na całej długości i szerokości dna. Wiadomo, babki raczej płochliwe i krążą wokół norki. Moja zrobiła sobie dwie, jedną na brzegu zbiornika, drugą na środku. Te norki też jakieś dziwne, bo nie nasypała góry piachu na skałę, tylko taki delikatny wał wokół skały. Ba, nawet na noc się nie zasypuje. Co do przekopania piasku, to miód na moje serce, skołatane przez cyjano. W dwa tygodnie przeczesała tak zbiornik, że to bordowe dziadostwo tylko na skałach ma rację bytu. Piasek bieluśki jak śnieg. Ale jest też i minus, bo jest wszędzie. Właściwie tylko w nocy i rano go nie ma, a tak, babka pyli cały czas. Oczywiście mój błąd że wsypałem swego  czasu dwa worki tego karaibskiego, a on jest bardzo drobny. Grubszy granulat oczywiście nie lata. Żeby nie było tak różowo, to nie tylko dolne skały są obsypywane, nie nie. Za lekko bym miał. Otóż, kiedy babka pływa sobie w toni wody, co jakiś czas niestety ląduje blisko bocznej szyby od strony pokoju, a ta wiadomo, działa jak lustro. Babka widząc swoje odbicie, najpierw stroszy się, później otwiera paszczę (pewnie rzuca jakieś bluzki na tą w odbiciu), po czym widząc że nic to nie daje, nurkuje, nabiera pełną gębę piachu, leci w górę i pluje tym piachem w swoje odbicie. A, że dzieje się to w pobliżu cyrkulatora to...nic więcej Wam nie muszę mówić. Co wieczór muszę brać pipetę i wydmuchiwać piach z talerzówek, które zakręcają się w górę. Na drugi dzień babka robi swoje i ja znowu odkurzam. I tak się bawimy dzień po dniu, żeby nudno nie było. Podobnie jak z cyjano, ale to już zupełnie inna historia. Podobnie jak zabawy krewetek z ukwiałami. Opowiem wam to innym razem, dzisiaj już pora spać. Zmęczony jestem, tym bardziej że dzidziuś sarco zaczął rosnąć, a jak to z dzieckiem, wiadomo.

Obrazki do bajki będą, bo co to za bajka bez obrazków. Zatem w kolejności

- dzidziuś (plus ogon spaślaka)

- głupek Ramosus - tutaj w drugim sarco, ale siada też na sinulariach, a jak usiądzie w którymś quadri (trzeci się schował i na zdjęciu nie widać) to też się nie zdziwię

- i tak po całości (przepraszam za dół, ale szyby nie oskrobane; kiedyś wystarczył czyścik jak piasek był ubity, ale teraz nie zjeżdżam tak nisko, bo piach jest cały czas sypki z powodu babki, a skrobakiem to robię to raz na jakiś czas).

1.jpg

1.jpg

2.jpg


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na rozterki z piaskiem fruwającym polecam wymianę na żwirek KZ. Babki go tez przesiewają a jednak nie fruwa jak szalony po całym akwarium. Z salaraisem już tak jest, jak zasmakował sumpa to będzie tam pomieszkiwał. Mój też tak miał. Przy czym nauczył się wracać i sobie tak wędrował w tę i we w tę.


Brutto: akwarium 550 + sump 260l, start 20.12.2017. Filtracja: rollermat + skała + ceramika+refugium, bez odpieniacza. Sprzęt: Akwarium 120x70x65h OW, sump 119x50x45h. Pompa Jebao DCP 10000,  Cyrkulacja 2x maxspect  XF-350, Oświetlenie: philips Coral Care V1 x 3szt.. Oświetlenie refugium Chinka LED.

Sól Brightwell Aquatics Neomarine, dodatki AF. 50kg suchej skały Marco Rock's, 12kg piasku aragonit KZ.

Ryby i inne biegająco-pełzające: Ctenochaetus binotatus, 6x Pseudanthias squamipinnis, Halichoeres Chrysus, Zebrasoma flavescens, Lysmata amboinensis, L. debelius, 4x Lysmata Seticaudata, Neopetrolisthes oshimai, Hymenocera elegans, setki  slimaków turbo i columbelli, 2x tectus, strombus luhanus... i garść nassariusów. Oraz kilka kg kiełży, równonogów, mysis i innego drobnego życia.

ce5058cc16516a9e06285a07538a7eb3u1610a14

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cicho wszędzie głucho wszędzie... na sen zimowy za wcześnie. Jak tam walka z czerwonym (bordowym) okupantem...

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, chwialek napisał:

Cicho wszędzie głucho wszędzie... na sen zimowy za wcześnie. Jak tam walka z czerwonym (bordowym) okupantem...

Na okupanta najlepsza wojna podjazdowa, choć już ze dwa razy trzymałem palec nad "enterem", żeby kliknąć w chemiclean. Ale moc była ze mną i nie uległem ciemnej stronie. Użyłem za to trzech straszliwych konwencjonalnych broni:

- na piasek - petarda-babka - nie wiem czy jej smakowało, ale jak się po nim przeleciała to okupant nie miał już zamiaru wracać, choć teraz piasek mam wszędzie, nawet na najwyższych skałach

- na skałę - dwie armaty - cierpliwość i systematyczność - czyli odsysałem cienkim wężykiem co kilka dni, a to co zostało zamiatałem szczoteczką do zębów i szło do sumpa, a później na watę.

Generalnie okupant się wyniósł w cholerę, czasami gdzieś tam próbuje wrócić w małych ogniskach, ale szczoteczka i wężyk idą w ruch i te ruchy mają już coraz mniejszą częstotliwość - chyba 2 tygodnie temu było to ostatni raz, od tego czasu łajzy nie widziałem.

A cicho, bo czasu mało, ale z uwagi na lekkie zmiany w koncepcji zbiornika, to na rocznicę taką epistołę Wam pierdyknę, że będziecie czytać cały weekend.

W dniu 10.09.2019 o 09:21, =Fresz= napisał:

W porównaniu z treścią pisaną to tu w zbiorniku mało się dzieje :P a może i dużo bo widzę że korali ubyło i jakoś tak ponuro się zrobiło?

Spóźniony, ale odpowiem

- Fresz - a czego się spodziewałeś, że ci babka do zdjęcia pomacha?

- korali ubyło, bo chetoniki je wcinały na śniadanie, obiad i kolację, a i podwieczorek nieraz sobie jeszcze zamawiały - cud że miękkie przeżyły, bo im też się dały we znaki, łącznie z ukwiałami

- ciemno, bo robione wieczorem, a przypomnę że nad zbiornikiem 900 litrów wiszą 4 rurki 80W, to jednak lekko mało jest.

Ale to się zmieni, oj zmieni.


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czołem ferajna. Opowieści dziwnej treści na dobranoc nie będzie, bo jak mawiał klasyk "mało casu, kruca bomba". Baniak sobie hula aż miło, lekko pozostawiony samopas, ale jak pokazują przykłady, to tylko wychodzi na dobre. 

Dwie próby zaszczepienia sps-ów zakończone kompletną klapą w sensie akropor, albowiem borsuk i bispinosa uparcie twierdzą, że takowych nie chcą w chałupie i wcinają je jak głupie. Cudem jakoś montipory digitata i samarensis oszczędziły, więc te się odwdzięczają i muszę trochę lać proszków bo im się rosnąć zachciało. Na próbę wstawiłem kilka lps-ów i....bingo. Tych żarłoki nie ruszają, a ja, cóż ja...zakochałem się w acanach. Codziennie odkurzam je pipetką, bo w zbiorniku biało od piachu. To robota babki, franca sypie nawet na najwyższe skały. Prośby i groźby nie pomagają. I tak sobie żyjemy.

Ryby w takim stanie spasienia że chyba mi zejdą na cukrzycę za chwilę. Jak nic pójdą na dietę, tylko jeszcze nie wiem kiedy. 

Z ostatniej chwili - zostałem wujkiem. Quadri mi się podzielił i to ten rainbow. Dziwne bo choć wcina stynki jak głupi to nie rośnie tak szybko jak czerwony i zielony. Tamte wielkie jak kapusta i  nic, a tego są już dwa. Aha, wreszcie się udało przechytrzyć doktorka, który to łachmyta nie lubi garbikowatych i notorycznie wykańczał mi amphipriony wszelkich kolorów. Teraz trafiła kosa na kamień. Udało mi się zakupić dwa premnasy biaculeatus. Mimo że maluchy, to od razu dorwały zielonego quadri. Co prawda była nerwówka, bo chyba jeszcze nie określiły się płciowo i jeden wygnał po kilku godzinach drugiego. Tamten pierdoła zamiast śmignąć do innego ukwiała, to poszedł tradycyjnie w róg zbiornika pod cyrkulator, gdzie już go zaczął atakować doktorek. Ale na drugi dzień, akurat na moich oczach podjął desperacką próbę przepłynięcia całego zbiornika w pierwotne miejsce. Przepychanki  z tym drugim trwały jakiś tydzień, ale był twardy i obecnie oba taplają się w polipach, doktorek wściekły bo nic im nie może zrobić. Żrą aż miło, dokarmiają ukwiał, jeden jest już wyraźnie większy od drugiego i regularnie wkur...ia mniejszego. Zatem samica, czyli mam parkę. Klasa jest.

Idę w kimę i Wy też już nie marudźcie.


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szymon, zdjęcia z tego wątku pokazują wyraźnie ze jestem wybitnym beztalenciem w kwestiach fotograficznych, dlatego postanowiłem oszczędzić Wam tej męki. No może kiedyś pierdyknę zdjęcie małego sarco, co to już był tu pokazywany, tylko że teraz to już nie jest kulka przy nodze mamy (lub taty), a fest młodzieniec z własną stopą.


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na początku mego listu, no dobra, będą zdjęcia na koniec, a to choćby dlatego żeby Szymon nie przestał czytać.:D Będzie też pytanie, pytanie będzie pierwsze. Miałem nawet jakiś temat założyć, albo odgrzebać istniejący, ale mi się nie chce, więc skrobnę sobie tutaj. Pytanie do posiadaczy (kiedyś i teraz) squamipinisów. Kiedy dodać samiczek? Obecnie są 3 samiczki i jeden półsamiec. Swego czasu wpuściłem 6 samiczek. W dobrej kondycji, od pierwszego dnia zaczęły żerować, najpierw artemia, później inne mrożonki, pod jakiś 2 tygodniach suche Hikari, obecnie wszystko co wrzucę, płatki, granulki, nawet algi nori podbierają pokolcom. W międzyczasie wybuchły zamieszki o przywództwo w stadzie, normalka niby, ale któregoś dnia zauważyłem że gdzieś mi się straciła jedna sztuka. Ponieważ zdrowo się napierdzielały, to położyłem to na karb wojen podjazdowych, bo żadnych oznak chorobowych  u nich nie widziałem, a żerują jak wściekłe. W międzyczasie dwie z nich wyraźnie zaczęły powiększać pierwszy promień płetwy, co mnie lekko zszokowało bo dwa samce na 4 samiczki to trochę mało, ale po dalszych wojenkach jedna wyhamowała, a zwyciężczyni zaczęła szybciej rosnąć, promień ma już bardzo długi i zabiera się za zmianę barw. Ale to nie zmniejszyło jej agresji, nadal gania mocno pozostałe. Dzisiaj zauważyłem brak drugiej samiczki. Sytuacja podobna jak z poprzednią, nie głodują, nie są wychudzone, nie widzę jakichkolwiek oznak choroby. Po prostu zniknęła.

I tu mam taki pomysł, żeby wrzucić ze 6-8  nowych samiczek, to może półsamiec rozłoży agresję na większą liczbę sztuk i będą mniej tłuczone. Tak zrobiłem swego czasu z garbikami. Wpuściłem  4 sztuki parasemy, to dwie załatwiły pozostałe i podzieliły sobie akwarium na połowę. To dołożyłem jeszcze 4 parasemy i 4 chemicyanea i ...bingo. Przynajmniej na razie. Jest 10 terytoriów i wszystkie ganiają się ze wszystkimi, ale nie ma sytuacji jak poprzednio kiedy dwie zatłukły jedną dosłownie w kilka godzin. Obgryzły jej wszystkie płetwy. Rano pływała normalnie, po południu już leżała bo nie miała jak pływać, a te ją tłukły nadal. Teraz tylko się przeganiają ze swoich terytoriów i nie ma zamordyzmu.

Z drugiej strony jest ryzyko, że jak wpuszczę mniejsze samice squamipinisa to te obecne będą je tłukły, lub półsamiec zacznie je atakować. I mam dylemat. Wpuszczać teraz, czy poczekać aż samiec "dojrzeje" i chętnie przygarnie nowe samiczki do haremu?

Aha, no i obiecane zdjęcia.  W Poniedziałek sarco (ojciec i syn) skończyły 9 miesięcy. Załączam fotki z 23 Czerwca ubiegłego roku i z dzisiaj. Jak widać chyba im u mnie dobrze, a nawet za dobrze, bo ojciec zaczyna dotykać szyby, co mu się nie podoba i chyba czeka mnie przestawianie skały, żeby ta kapusta mogła dalej rosnąć. 

Dwie kolejne fotki są z serii (wkurw i złość). W szufladzie leży bilet do oceanarium w Lizbonie. Miałem w Kwietniu lecieć, to już sobie poleciałem (krew mnie zalewa). Byłem tam na początku Marca, ale służbowo, więc na wizytę w Oceanarium  miałem mało czasu, jeszcze na dodatek miałem ogony, którym musiałem odpowiadać na pytania. Dlatego teraz miałem tam sobie posiedzieć sam, choćby i cały dzień. Taaaaaa. Zdjęcia dla odmiany zielone, nie niebieskie. Polecam każdemu, robi to wrażenie.

sarco 06.jpg

sarco 3.jpg

lizbona.jpg

lizbona 2.jpg


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

No Panie... Przeczytałem z nadzieją na zdjęcie zbiornika... A tu jakaś szczepka i słodka wanna... 
A tak poważnie: Squimpy ja kupiłem 5... z tego w wyniku wewnętrznych tarć zostało 2(trochę hexa pomogła). Dobrana para prawie cały czas żyjąca w zgodzie... Na wszelki wypadek nie eksperymentuję na razie i nie kupuję więcej... Szkoda mi zwierzaków trochę, pomimo, że miejsce mam... 

Pamiętaj, że wszelkie atrakcje turystyczne przeżywają teraz ciężkie czasy więc z jeszcze większą radością przyjmą każdego turystę w przyszłości... 

PS: ładnie wybarwiony borsuczek...


5a69769116ee78eee25c9231180bf85fu1644a14

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skoro już staram się uspokoić, choć przed chwilą wyzywałem sam siebie tak, jak jeszcze nigdy, to skrobnę kilka spostrzeżeń, może się komuś przydadzą. Zdjęcia na szczęście zrobiłem kilka dni temu, dzisiejszych nie odważyłbym się pokazać nawet sobie. Będzie pamiątka. Właśnie od tej chwili gdy piszę, akwarium żyje sobie według słów piosenki "przewróciło się, niech leży, cały luksus polega na tym...". Właściwie to nie luksus tylko moja głupota i to wielka głupota. 

Z uwagi na sytuację obecną z wiadomym wirusem,  przenosiny do nowego lokum się przesuną, zatem postanowiłem coś zrobić ze zbiornikiem, skoro jeszcze jakiś czas pobędzie w tym miejscu i w tym stanie. Tylko że nie uwzględniłem  kilku kwestii:

- nie jest tak łatwo zmienić ustawienie skały mając już szczepki na niej, a tym bardziej ukwiały

- ukwiał przyczepiony do porowatej skały nie da się tak łatwo oderwać

- jak chcesz coś robić z ukwiałami, to nie karm ich kilka godzin wcześniej

- pamiętaj że błazny będą broniły ukwiałów, a co za tym idzie co chwilę samica będzie cię dźgać w rękę, a że robi to niespodziewanie, to odruchowe cofanie ręki gwarantuje dużo wody na podłodze 

- jak skała nie jest poklejona to się będzie rozjeżdżać pod naciskiem nowych kawałków

- ryby w panice, to nie jest dobre dla nich

- korale niby mocne że cię rozetną, ale cholernie delikatne i się łamią

- jak zaczynasz zmieniać ustawienie skały, to lepiej żebyś miał wcześniej jakąś koncepcję a nie spontan. 

No i tak na razie mogę to określić. Akwarium w tej chwili przypomina jedno wielkie gruzowisko, ryby w stresie, korale w stresie, ja w stresie. I po co mi to było. Miałem zrobić tylko podmiankę i nic więcej. No może za wyjątkiem przenosin jednego korala, którego ukwiał parzył za mocno.  

Tak na marginesie jeszcze jedna uwaga:

- jak masz ukwiały, dobrze się czują, karmisz je regularnie, to nie ma siły, będą rosły, zatem nie klej blisko korali, bo w ciągu kilku miesięcy będziesz się szarpał żeby je odkleić 

Ale mnie jeszcze trzyma. No nic, idę kleić szczepki, zrobię podmiankę, pościeram wodę, wyczyszczę szyby i już. Reszta mnie nie interesuje na dzień dzisiejszy.

Kilka fotek z okazji zbliżającej się pierwszej rocznicy urodzin baniaka. Ale mu imprezę zrobiłem, że hej...

 

 

kwie 3.jpg

kwie banda czworga.jpg

kwie borsuk i anthiasy.jpg

kwie premnasy.jpg

kwie sohal.jpg


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ło panie... Słyszałem, że w czasie kwarantanny przemoc domowa kwitnie, ale żeby się tak samobiczować na forum... 

Zimna szklaneczka do ręki, usiądź wygodnie przed zbiornikiem, przemyśl co i jak i będzie git... 


5a69769116ee78eee25c9231180bf85fu1644a14

Share this post


Link to post
Share on other sites

To że jeżowce z rodzaju mespilia lubią się stroić to wiadomo nie od dzisiaj. Tyle tylko że mój globus przegiął. Zawsze był dandys i mi to nie przeszkadzało, ba, nawet jak kiedyś porwał kawałek briareum to się cieszyłem że łazi i szczepi, nawet go zachęcałem żeby zwiększył tempo tej roboty. Tak było do tej pory, bo to co dzisiaj zauważyłem to mi wywróciło światopogląd na jeżowce do góry nogami. Jednym słowem łajza dostał żółtą kartę. To że sobie przyczepił muszelkę to norma, ale w środku jak gdyby nigdy nic rosła sobie aiptasia. A globus jej jeszcze darmowe przejażdżki po zbiorniku fundował. Co za jełop. Na szczęście muszelka z dziką lokatorką już w śmietniku. 

A tak to nuda. Po ostatnich wyczynach wszystko zostało tak jak było, zgodnie ze słowami pewnej piosenki "Przewróciło się, niech leży, cały luksus polega na tym...". Szyby przeczyszczę, podmianę zrobię. Trzeba będzie tylko szczepek dodać, żeby algi wapienne miały konkurencję, bo za chwilę cały zbiornik będzie fioletowo-różowy.

No i fotka dandysa poniżej, żeby nie było.

 

globus i aiptasia.jpg


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jacek, już to pisałem, jak ja lubię czytać Twoje historie:bow Mm jakiegoś dzikiego jeżowca i potrafi poprzestawiać przyklejone szczepki, ale ten twój to już przegiął...żeby apitasje...


Pozdrawiam,

Norbert

1d86b53c10113aeb103b8479a70f4e57u1540a1381.png

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój ma tak samo. Aiptasii nie mam w akwarium, a przynajmniej nie widuję. Ale cokolwiek znajdzie to zabiera w dalszą drogę. Tu wylinka oshimai i ułamana w trakcie moczenia łap pavona.

 

20200624_IMG_4522

 


Brutto: akwarium 550 + sump 260l, start 20.12.2017. Filtracja: rollermat + skała + ceramika+refugium, bez odpieniacza. Sprzęt: Akwarium 120x70x65h OW, sump 119x50x45h. Pompa Jebao DCP 10000,  Cyrkulacja 2x maxspect  XF-350, Oświetlenie: philips Coral Care V1 x 3szt.. Oświetlenie refugium Chinka LED.

Sól Brightwell Aquatics Neomarine, dodatki AF. 50kg suchej skały Marco Rock's, 12kg piasku aragonit KZ.

Ryby i inne biegająco-pełzające: Ctenochaetus binotatus, 6x Pseudanthias squamipinnis, Halichoeres Chrysus, Zebrasoma flavescens, Lysmata amboinensis, L. debelius, 4x Lysmata Seticaudata, Neopetrolisthes oshimai, Hymenocera elegans, setki  slimaków turbo i columbelli, 2x tectus, strombus luhanus... i garść nassariusów. Oraz kilka kg kiełży, równonogów, mysis i innego drobnego życia.

ce5058cc16516a9e06285a07538a7eb3u1610a14

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie no, katani, Twój globus to już jest na wyższym poziomie, twarde szczepi:czapkizgłów:). Ten mój na razie tylko miękkie i ukwiały.

Norbi, on dopiero się uczy. Zaczyna od przestawiania, później będzie szczepił.:D


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co tam szczepki, wiadomo, że każdy globulus je robi. Mój za to wie kiedy piątunio wypada, przychodzi się napić z panem i nawet ma swój kieliszek.

20200626_212401'.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jacek - Ty go posadzasz o takie niecne rzeczy a on lazil z nia po zbiorniku szukajac miejsca gdzie ja wyrzucic :D :D  Nie masz takiego smietnika w baniaku to i biedak sie zestresowal i targal ja aż Pancio wróci i eksmituje. Daj mu wódki a nie zółtą kartkę :D Ostatecznie VSV :D chociaż cukier to jest dobry dla cukrzyków :D
Zobacz - Farela wie co dobre :D

Edited by VDR (see edit history)

110x50x50 ,sump 62.5x38x40, 3x Tunze 6045, nj4500, H&S 150-F2001

Dariusz 'VDR' Rubinkiewicz

http://nano-reef.pl/topic/35493-275l-radomskie-malenstwo/

http://art.debesciak.net http://www.klub-malawi.pl

Share this post


Link to post
Share on other sites

Darek, wódki leję 5ml na dobę jako że tradycyjnie przekarmiam i przerybiam baniak, to mi nutrienty poszybowały. Może stężenie dla niego jest za duże, złapał fazę i szaleje. Nie ma partnerki, to jak to mówią "na bezrybiu i rak ryba," więc nosił sobie na rękach (w właściwie kolcach) tą aiptasie.

I to by się nawet zgadzało. Porusza się szybciej od jakiegoś czasu, skałę goli do białego jak nigdy do tej pory, czyli zakąsza. :lol:

Farel, a grzybki lub ogórki zapodajesz swojemu od czasu do czasu?:D


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ja cię, Szymon miał rację kiedy stwierdził, że dawno tu nie zaglądałem. Ale ten czas pomyka.

No to co dzieci, jakąś opowieść na dobranoc? Wiem że chcecie. Zatem zaczynamy. Kto liczy na krótką i zwięzłą treść, niech sobie kliknie w inny wątek. A resztę zaprasza na koleją bajkę, czyli:

„O tym, jak to dwie samiczki zblokowały się płciowo, a wujek Iron zalał się łzami gdy nie znalazł odpowiedzi na pytanie”

Tak się jakoś zawsze zdarzało, że ze Squamipinnisami nigdy nie miałem problemów. Nawet jak w pocie czoła udało mi się zapuścić jakiś zbiornik do azotanów powyżej 50, fosforanów do 1 (tak, nie 0,1), czyli generalnie zrobić sobie prywatne domowe bagno, to te ryby zawsze czuły się u mnie jak…ryba w wodzie. Ba, same chętnie brały udział w robieniu syfu w chałupie, bo wcinały wszystko, z suchym włącznie. Nie inaczej jest i w przypadku tego zbiornika. Ale już klincz dwóch samiczek, to przyznam szczerze, trafił mi się pierwszy raz.

A zaczęło się standardowo. Pewnego razu w Ironowym baniaku zamieszkało 6 samiczek. Samiczki jak to samiczki, nie za duże, nie za małe, tak gdzieś pomiędzy rozmiarem S a M. No, może bardziej S niż M, chociaż…może bardziej M. Nie, trzy z nich bliżej M, a trzy bliżej S. Czyli tak po pół, gdzieś tak między M i S. No to tak, jak pisałem na początku, tylko że odwrotnie. W zachowaniu samiczki były normalne, czyli po wpuszczeniu - dawaj w skały na wszelki wypadek. No a później to wiadomo, zwiedzanie chałupy, rozmowy ze współlokatorami, plotkowanie i takie tam. No jak to samiczki. Bardzo szybko polubiły ironową kuchnię i pałaszowały mrożonki jak wściekłe. W przeciwieństwie do samiczek ludzkiego rodzaju, miały inne marzenia niż tylko „nażreć się i nie przytyć”. O nie, każda z nich chciała zostać samcem. To znaczy te ryby, nie te które boją się przytyć. No i po kilku tygodnia pobytu zaczęło się, czyli nawalanka w celu ustalenia hierarchii, która pierwsza będzie samcem. Generalnie odbywało się to tak, że tłukły się dwie największe, a jak im się znudziło, to ganiały pozostałe cztery.

Oczywiście nie odbywało się to bez wpływu na resztę mieszkańców, bo do zadymy często dołączały Chrisiptery (tych to jakoś do tego specjalnie zachęcać nie trzeba). Wtedy robiło się pomarańczowo-niebieskie wirowanie, i to takie, że aż oczy bolały od patrzenia. Bolały mnie, a jak robiło się naprawdę grubo, to bolały i Sohala, który wtedy robił rundkę po baniaku, krzyknął „spokój mnie tu k…a” i…spokój był. Trwało to jakiś czas, aż zauważyłem brak najmniejszej z samiczek. Nikt tu nigdy nikogo nie ganiał na śmierć, ale być może nie wytrzymała tego tempa kondycyjnie i po prostu padła. Minęło znowu trochę czasu i zniknęła druga. Pewnie miała dość tych kłótni, słaba była psychicznie i może po prostu się utopiła. Albo coś innego. W każdym bądź razie zaraz po niej zniknęła jedna Chrisiptera i …nastał spokój.

Czyli raportując: Squamipinnisy – było 6, zostało 4, Chrisiptera – było 10, zostało 9. No i ten stan trwał prawie rok, czyli były 4 samiczki, a żadna nie była samcem. Ale to też nie tak do końca, bo jedna była zdecydowanie większa od pozostałych, prawie, o czym zaraz. Promień płetwy grzbietowej miała mocno wyrośnięty, sięgał jej prawie do ogona. Z zachowania widać było że panuje w stadku, bo od czasu do czasu pogoniła pozostałą trójkę. Oczywiście w delikatniejszym wymiarze, tak dla przypomnienia kto tu rządzi. No ale samiczki prawo zmienić kolor kiedy staje się samcem. A tu nic. Rok czasu i żadnej zmiany.

Dzisiaj już wiem, że doszło do typowego klinczu dwóch samiczek. Z tej pozostałej trójki, jedna była tylko minimalnie mniejsza od tej największej, rosłą z nią równolegle, a promień płetwy miała dłuższy niż pozostałe dwie, choć nie tak długi jak ta największa. I myślę że jak tamta największa chciała zmienić kolor krzycząc „jestem samcem, jestem samcem”, to ta druga wołała „ta, już to widzę, potrzymaj mi lasonoga” i zaczynała wkurzać tą większą, stąd te przebieżki co jakiś czas. Dzisiaj mam już to potwierdzone, choć okoliczności przykre.

Otóż kiedy w baniaku gaśnie światło, zazwyczaj nie przebywam już w tym pokoju, a jak muszę wejść to najpierw zapalam taką małą lampkę. Jakieś trzy tygodnie temu wparowałem na szybko, zapaliłem mocne górne oświetlenie i stało się. Największa samiczka spłoszona, wyskoczyła. Niestety tak, że tego nie zauważyłem. Musiała spaść na fotel, dlatego nawet nie usłyszałem charakterystycznego „plask” o podłogę. Znalazłem ją rano, już podsuszoną. Zły byłem na siebie, ale co zrobić. Na pewno nie była na mnie zła druga z tych większych samiczek, bo po samobójstwie tamtej, dosłownie z dnia na dzień zaczęła zmieniać barwy. I to tak szybko, że po kilkunastu dniach już jest prawie przeobrażona.

Generalnie wychodzi mi na to, że panowała tam między nimi swoista równowaga sił, stąd brak kompletnego przeobrażenia w samca tej największej. Czyli podsumowują – równowaga w naturze, nie zawsze jest wskazana. To takie nowe prawo wujka Irona na koniec te opowieści.

Aha, jeszcze o tych łzach miało być. To już jedna z ostatnich, jeśli nie ostatnia z opowieści dziwnej treści w moim wykonaniu. Nie znalazłem odpowiedzi na pytanie „Panie, ku….a, jak ja mam panu ten parkiet wycyklinować, polakierować, zrobić izolację akustyczną na suficie, jak mi tu ku…a ta wanna stoi  w pokoju?”. No właśnie, jak? Nie mam odpowiedzi na to pytanie, w Lipcu wchodzi ekipa, zbiornik musi opuścić mieszkanie. Ech…życie.

Zdjęcie beznadziejnej jakości oczywiście też jest, ukazujące bohatera/kę dzisiejszej opowieści.

squamipinnis.jpg


I znowu zalewamy, i znowu i tak do usranej śmierci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jacek zdecydowanie za rzadko piszesz na forum. Czyta się ciebie jak dobry kryminał.


Brutto: akwarium 550 + sump 260l, start 20.12.2017. Filtracja: rollermat + skała + ceramika+refugium, bez odpieniacza. Sprzęt: Akwarium 120x70x65h OW, sump 119x50x45h. Pompa Jebao DCP 10000,  Cyrkulacja 2x maxspect  XF-350, Oświetlenie: philips Coral Care V1 x 3szt.. Oświetlenie refugium Chinka LED.

Sól Brightwell Aquatics Neomarine, dodatki AF. 50kg suchej skały Marco Rock's, 12kg piasku aragonit KZ.

Ryby i inne biegająco-pełzające: Ctenochaetus binotatus, 6x Pseudanthias squamipinnis, Halichoeres Chrysus, Zebrasoma flavescens, Lysmata amboinensis, L. debelius, 4x Lysmata Seticaudata, Neopetrolisthes oshimai, Hymenocera elegans, setki  slimaków turbo i columbelli, 2x tectus, strombus luhanus... i garść nassariusów. Oraz kilka kg kiełży, równonogów, mysis i innego drobnego życia.

ce5058cc16516a9e06285a07538a7eb3u1610a14

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Ironista z remontami jest tak, że zawsze wpadnie pomysł na coś większego. Więc rób co zrobić trzeba a później kolejny to raz zniszcz sobie spokój ducha/sumienia/portfela zalewając kolejny słony baniak. Ważne tylko, żebyś nie przestawał o tym wszystkim pisać. 


5a69769116ee78eee25c9231180bf85fu1644a14

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

Wchodząc do serwisu Nano-Reef, zgadzasz się na warunki Terms of Use.