Jump to content

Ironista

Szlachta Morska
  • Content Count

    1369
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

About Ironista

  • Rank
    Ironman z Tesco

Informacje o profilu

  • Imię
    Jacek
  • Płeć
    Mężczyzna
  • Skąd:
    Włocławek
  • Akwarium
    jest, jest

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. No i elegancko, trochę czasu i będzie miodzio, czyli dzień jak co dzień. Krzysztof, jako stary morski baca wiesz przecież, że plagi najpierw przyjdą, a później i tak sobie pójdą.
  2. Nigdy nie znalazłem żadnej koło zbiornika, pod, za (a przesuwałem przy restarcie). Gdyby jakakolwiek wyskoczyła byłby ślad. Raczej ginęły w zbiorniku. Nie mam kota, psa, innych zwierząt.
  3. Te rybki to chyba jeszcze bardziej tajemniczo znikają niż Anthiasy. W poprzedniej edycji dziewięćsetki wpuściłem kiedyś cztery sztuki, dwie decora i dwie magnifica. Kilka miesięcy cieszyłem się jak głupi, rybki pływały w zgodzie całą czwórką, ba w nocy wszystkie mieszkały razem pod jedną ze skał (kilka tygodni namierzałem gdzie kimają). Nagle w przeciągu kilku tygodni zaczęły znikać po kolei.... i tyle je widziałem.
  4. Jak wpuścisz jedną, to na bank będzie. Jak wpuścisz kilka, to będą się prześladowały w swoim gronie. Ale jak powybierają sobie terytoria, to prześladowania się skończą i będą tylko spory sąsiedzkie. Jacek - w sprawie korali odezwij się jak będziesz w kraju. Poratowałeś mnie kiedyś, poratuję ja Ciebie.
  5. W przypadku żółtków, to powód jest inny. One nie będą drożeć, tylko nie będzie ich wcale przez jakiś czas, bo Amerykanie wprowadzili zakaz odłowów tych ryb.
  6. Powód jest prosty. Drastyczny wzrost kosztów transportu. W zeszłym roku transport kontenera z Chin kosztował 1 500 dolarów. W tym roku dochodzi już do 8 000 dolarów. Towary o których piszecie właśnie w ten sposób docierają do Polski. W czasie tej pie...nej pandemii padło wiele małych firm zajmujących się spedycją kontenerów z Azji, a co za tym idzie ci więksi dyktują teraz ceny. To raz. Dwa, to fakt, że brakuje kontenerów. Wystarczy, że na jakimś kontenerowcu ktoś ma wirusa i statek stoi na kwarantannie, a co za tym idzie blokuje kilkanaście tysięcy kontenerów.
  7. Dzięki Szymon. Dojrzewanie w moim wieku...właśnie dlatego warto będzie odpalić nowy zbiornik.
  8. Michał, tak jak pisałem w końcowym akapicie ostatniego wpisu - generalny remont mieszkania. Nie mam możliwości manewrowania tak dużym zbiornikiem po chałupie. Pustym bym miał ciężko, a co dopiero zalanym. Nie przetrzymam ryb i korali tak długo to raz, po remoncie zmieni się układ mieszkania i raczej już tak dużego zbiornika nie postawię, zatem i ryby muszę sprzedać. Po remoncie będzie czas żeby coś pomyśleć nad koncepcją nowego szkiełka.
  9. Ja przy 200 długości mam komin w rogu i gdybym teraz robił, to albo na środku, albo dwa po bokach, a w Twoim przypadku to już na pewno. Aha, i obieg dałbym większy mimo wszystko.
  10. Jak korale powiedzą "człowieku, daj pospać wreszcie" to będzie znaczyło że jest za dużo.
  11. A nie mówiłem że będzie petarda? Mówiłem.
  12. O ja cię, Szymon miał rację kiedy stwierdził, że dawno tu nie zaglądałem. Ale ten czas pomyka. No to co dzieci, jakąś opowieść na dobranoc? Wiem że chcecie. Zatem zaczynamy. Kto liczy na krótką i zwięzłą treść, niech sobie kliknie w inny wątek. A resztę zaprasza na koleją bajkę, czyli: „O tym, jak to dwie samiczki zblokowały się płciowo, a wujek Iron zalał się łzami gdy nie znalazł odpowiedzi na pytanie” Tak się jakoś zawsze zdarzało, że ze Squamipinnisami nigdy nie miałem problemów. Nawet jak w pocie czoła udało mi się zapuścić jakiś zbiornik do azotanów powyżej 50, fosforanów do 1 (tak, nie 0,1), czyli generalnie zrobić sobie prywatne domowe bagno, to te ryby zawsze czuły się u mnie jak…ryba w wodzie. Ba, same chętnie brały udział w robieniu syfu w chałupie, bo wcinały wszystko, z suchym włącznie. Nie inaczej jest i w przypadku tego zbiornika. Ale już klincz dwóch samiczek, to przyznam szczerze, trafił mi się pierwszy raz. A zaczęło się standardowo. Pewnego razu w Ironowym baniaku zamieszkało 6 samiczek. Samiczki jak to samiczki, nie za duże, nie za małe, tak gdzieś pomiędzy rozmiarem S a M. No, może bardziej S niż M, chociaż…może bardziej M. Nie, trzy z nich bliżej M, a trzy bliżej S. Czyli tak po pół, gdzieś tak między M i S. No to tak, jak pisałem na początku, tylko że odwrotnie. W zachowaniu samiczki były normalne, czyli po wpuszczeniu - dawaj w skały na wszelki wypadek. No a później to wiadomo, zwiedzanie chałupy, rozmowy ze współlokatorami, plotkowanie i takie tam. No jak to samiczki. Bardzo szybko polubiły ironową kuchnię i pałaszowały mrożonki jak wściekłe. W przeciwieństwie do samiczek ludzkiego rodzaju, miały inne marzenia niż tylko „nażreć się i nie przytyć”. O nie, każda z nich chciała zostać samcem. To znaczy te ryby, nie te które boją się przytyć. No i po kilku tygodnia pobytu zaczęło się, czyli nawalanka w celu ustalenia hierarchii, która pierwsza będzie samcem. Generalnie odbywało się to tak, że tłukły się dwie największe, a jak im się znudziło, to ganiały pozostałe cztery. Oczywiście nie odbywało się to bez wpływu na resztę mieszkańców, bo do zadymy często dołączały Chrisiptery (tych to jakoś do tego specjalnie zachęcać nie trzeba). Wtedy robiło się pomarańczowo-niebieskie wirowanie, i to takie, że aż oczy bolały od patrzenia. Bolały mnie, a jak robiło się naprawdę grubo, to bolały i Sohala, który wtedy robił rundkę po baniaku, krzyknął „spokój mnie tu k…a” i…spokój był. Trwało to jakiś czas, aż zauważyłem brak najmniejszej z samiczek. Nikt tu nigdy nikogo nie ganiał na śmierć, ale być może nie wytrzymała tego tempa kondycyjnie i po prostu padła. Minęło znowu trochę czasu i zniknęła druga. Pewnie miała dość tych kłótni, słaba była psychicznie i może po prostu się utopiła. Albo coś innego. W każdym bądź razie zaraz po niej zniknęła jedna Chrisiptera i …nastał spokój. Czyli raportując: Squamipinnisy – było 6, zostało 4, Chrisiptera – było 10, zostało 9. No i ten stan trwał prawie rok, czyli były 4 samiczki, a żadna nie była samcem. Ale to też nie tak do końca, bo jedna była zdecydowanie większa od pozostałych, prawie, o czym zaraz. Promień płetwy grzbietowej miała mocno wyrośnięty, sięgał jej prawie do ogona. Z zachowania widać było że panuje w stadku, bo od czasu do czasu pogoniła pozostałą trójkę. Oczywiście w delikatniejszym wymiarze, tak dla przypomnienia kto tu rządzi. No ale samiczki prawo zmienić kolor kiedy staje się samcem. A tu nic. Rok czasu i żadnej zmiany. Dzisiaj już wiem, że doszło do typowego klinczu dwóch samiczek. Z tej pozostałej trójki, jedna była tylko minimalnie mniejsza od tej największej, rosłą z nią równolegle, a promień płetwy miała dłuższy niż pozostałe dwie, choć nie tak długi jak ta największa. I myślę że jak tamta największa chciała zmienić kolor krzycząc „jestem samcem, jestem samcem”, to ta druga wołała „ta, już to widzę, potrzymaj mi lasonoga” i zaczynała wkurzać tą większą, stąd te przebieżki co jakiś czas. Dzisiaj mam już to potwierdzone, choć okoliczności przykre. Otóż kiedy w baniaku gaśnie światło, zazwyczaj nie przebywam już w tym pokoju, a jak muszę wejść to najpierw zapalam taką małą lampkę. Jakieś trzy tygodnie temu wparowałem na szybko, zapaliłem mocne górne oświetlenie i stało się. Największa samiczka spłoszona, wyskoczyła. Niestety tak, że tego nie zauważyłem. Musiała spaść na fotel, dlatego nawet nie usłyszałem charakterystycznego „plask” o podłogę. Znalazłem ją rano, już podsuszoną. Zły byłem na siebie, ale co zrobić. Na pewno nie była na mnie zła druga z tych większych samiczek, bo po samobójstwie tamtej, dosłownie z dnia na dzień zaczęła zmieniać barwy. I to tak szybko, że po kilkunastu dniach już jest prawie przeobrażona. Generalnie wychodzi mi na to, że panowała tam między nimi swoista równowaga sił, stąd brak kompletnego przeobrażenia w samca tej największej. Czyli podsumowują – równowaga w naturze, nie zawsze jest wskazana. To takie nowe prawo wujka Irona na koniec te opowieści. Aha, jeszcze o tych łzach miało być. To już jedna z ostatnich, jeśli nie ostatnia z opowieści dziwnej treści w moim wykonaniu. Nie znalazłem odpowiedzi na pytanie „Panie, ku….a, jak ja mam panu ten parkiet wycyklinować, polakierować, zrobić izolację akustyczną na suficie, jak mi tu ku…a ta wanna stoi w pokoju?”. No właśnie, jak? Nie mam odpowiedzi na to pytanie, w Lipcu wchodzi ekipa, zbiornik musi opuścić mieszkanie. Ech…życie. Zdjęcie beznadziejnej jakości oczywiście też jest, ukazujące bohatera/kę dzisiejszej opowieści.
  13. Zakładając spływ na boku zbiornika 100 cm grzebienia, to będzie za mało na dobry obieg. U mnie przy grzebieniu 40 cm i pompie RD 6000 miałem spiętrzenie i musiałem wyłamywać zęby z grzebienia. A przecież pompa ma jeszcze straty na podniesieniu, więc nie idzie tam na pewno całe 6 tys. tylko jakieś 4,5-5 tysięcy. Przydałoby się więcej w obiegu, ale 40 cm szerokości spływu mnie blokuje. Może rozważ dwa spływy, z każdego boku zbiornika, ale dłuższy z tyłu.
  14. Ironista

    Uchwyt do alg

    Przerobiłem już chyba wszystkie, albo to się kończyło oderwaniem klipsa, albo wyrwaniem z niego alg. Wróciłem więc do jedynego sprawdzonego i pewnego uchwytu. Składa się z kciuka, palca wskazującego i środkowego. Nic nie wyrwą, a i jeszcze naskórek opuszków palców wyczyszczą. No i zjedzone do końca, nic nie fruwa po baniaku. Tak więc raz dziennie, na 2-3 minuty trzy palce do zbiornika i pozamiatane. Nażrą się do oporu i spokój. A jak chcą więcej glonów to proszę bardzo, są skały, jest tylna szyba, skrobią aż miło.
×
×
  • Create New...

Important Information

Wchodząc do serwisu Nano-Reef, zgadzasz się na warunki Terms of Use.