Jump to content
Słony leszcz

Czy są tu prawdziwe wilki morskie?

Recommended Posts

Tak sobie pomyślałem... Że co drugi posolony nurkuje to już zauważyłem. Ale ile jest wśród nas prawdziwych wilków morskich, czyli żeglarzy, ostatecznie marynarzy? No, ostatecznie to farbowanych wilków, czyli żeglarzy mazurskich?

Ja osobiście nadal się czuję, choć ostatni raz pływałem ponad 4 lata temu (żona w pierwszej ciąży mnie "puściła", tak na odchodne, miało być porządne moczenie tyłka na północnym we wrześniu - wyszło 2 tygodnie na motorku";-) A potem to tylko pieluchy i praca niestety... No i solniczka:-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Marynarzy jest co najmniej kilku. Ja to co najwyżej kajaki i rafting.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja niestety mam chorobę lokomocyjna, która działa w samochodzie i na czymkolwiek, co pływa po wodzie :(

co ciekawe, choroba w samochodzie  nie działa, kiedy siedze za kółkiem. Może gdybym zrobiła patent sternika i siedziała za sterem, to też bym nie miała nudności? Zna ktoś taki przypadek?

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jakiś problem z błędnikiem

Wysłane z mojego LG-H815 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Nik@ napisał:

Ja niestety mam chorobę lokomocyjna, która działa w samochodzie i na czymkolwiek, co pływa po wodzie :(

co ciekawe, choroba w samochodzie  nie działa, kiedy siedze za kółkiem. Może gdybym zrobiła patent sternika i siedziała za sterem, to też bym nie miała nudności? Zna ktoś taki przypadek?

Po paru dniach na wodzie choroba ustępuje. Albo żeglarz przeżywa albo nie :clowning

Edited by sith114 (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wilkiem morskim nie jestem, przynależność do HKŻ Grunwald (harcerski klub żeglarski ;P) jak jeszcze do szkoły podstawowej chodziłem zakończony na Mazaruch (omegi, oriony). Patentu nie zrobiłem bo akurat padało i mi się na egzamin nie chciało jechać ;P  Teraz żałuję bo papier bym miał. Ale czasami się zdarza jeszcze pod żaglami popływać. Nawet kilka lat temu myślałem by kupić Oriona ;) Na otwarte morze miałem okazję wypłynąć z Kołobrzegu do Karlskrony pod żaglami (pozdrawiam ekipę jeśli przypadkiem tutaj trafi). Normalne wachty za sterem z pilnowaniem kursu itp. Strachu trochę było, bo główki portu jeszcze widać było jak pierwszy zaczął karmić śledzie  :D Ze mną nie było na szczęście tak źle, dopiero w drodze z Karlskrony na małe wysepki koło Bornholmu ( Christiansø i Frederiksø w archipelagu Ertholmene), kiedy za szybko wszedłem pod pokład po aparat, by zrobić zdjęcie wschodu słońca, za bardzo bujnęło,  błędnik zastrajkował i zanęciłem koło łajby ;) Ale zdjęcia zostały zrobione. Zresztą polecam zwiedzić te wysepki, dla mnie tam czas stoi w miejscu, czułem się tam jakby świat przestał się kręcić. Z Bornholmu pływa prom więc nie trzeba własną łajbą ;) No i polecam choć raz taką przygodę pod żaglami na otwartym morzu :D  Do pływania nawet po Mazurach nie ma co porównywać - zupełnie inna forma żeglowania ;)

 

Edited by VDR (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie uważam się za "wilka morskiego" ale w życiu trochę popływałem po Bałtyku, Morzu Północnym, Morzu Śródziemnym, Atlantyku i Oceanie Indyjskim. Albo jako pasażer albo załogant.

Na "morską chorobę" było zawsze jedno lekarstwo. Jak rzygasz  to jedz żebyś mia czym rzygać. Po pewnym czasie objawy ustąpią.

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, sith114 napisał:

Sternik morski wita

Witam, witam:-) Ja nadal trzymam w łapce jachtowego, jakoś tak nie chce mi się napisać do pzż o wymianę, ale trzeba by tyłek ruszyć, bo znów przepisy zmienią... Swoją drogą, śmieszna sprawa. Nigdy nie miałem napinki na papiery kolejne, a tak w przepisach majstrują, ze co chwila mi uprawnień przybywa;-)

4 godziny temu, VDR napisał:

Do pływania nawet po Mazurach nie ma co porównywać - zupełnie inna forma żeglowania

Zdecydowanie. Ja swego czasu zachłysnąłem się morzem, ale po latach to Ci powiem, że jakoś tak do tych mazur znów dojrzewam. Tyle że teraz to też inne czasy, tłok, policji wodnej pełno, za to kultury i umiejętności coraz mniej niestety. Jak mnie mocno najdzie na mazury, to wystarczy pogadać z którymś kumplem, który nadal w tym siedzi... i się odechciewa. Chyba że gdzieś poza głównym szlakiem może, z daleka od Mokołajek, Giżycka, Węgorzewa.

Fajna by była opcja zrobić kiedyś zlot na żaglowcu. Zawisza Czarny zdaje się jest dyspozycyjny w tym względzie. Ot taki pomysł dla aktywistów;-)

Godzinę temu, Roman.P napisał:

Jak rzygasz  to jedz żebyś mia czym rzygać

A drugi sprawdzony sposób, to się za robotę wziąć. Najgorsze co można zrobić, to zalegnąć w koi.

Generalnie, prawie każdy kto nie pływa regularnie, musi przed Neptunem się pokłonić. Ale w większości przypadków potem przechodzi:-)

Fajnie, że jednak kilka osób jest. Niby żeglarstwo nie łączy się z akwarystyką morską w jakiś oczywisty sposób, nie tak jak nurkowanie np. Ale jednak moim zdaniem jest tu jakiś wspólny element, jakaś wrażliwość specyficzna, może dyscyplina, upór, odpowiedzialność... A może potrzeba robienia czegoś nietuzinkowego, uczestnictwa w czymś niedostępnym dla ogółu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

To i ja się przedstawię:

Sternik motorowodny wita Obecnie pływam na motorówce kajutowej Stingray 240CR :

 

Musiałem zamazać wrażliwe dane - wiadomo RODO

A tak swoją drogą wiecie że:

15721103_81995430_3309754922431591_93780

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Pokłon Neptunowi" to jedno, druga kwestia - wystarczyło kilka/kilkanaście godzin na morzu by po zejściu na ląd, horyzont zaczął mi się "bujać". Wtedy zrozumiałem skąd się wzięło powiedzenie "marynarski chód" ;)

Wysłane z mojego Redmi Note 7 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, waldek123blau napisał:

To i ja się przedstawię:

Sternik motorowodny wita Obecnie pływam na motorówce kajutowej Stingray 240CR :

 

Musiałem zamazać wrażliwe dane - wiadomo RODO

A tak swoją drogą wiecie że:

15721103_81995430_3309754922431591_93780

 

Pływasz po morzu czy wody wewnętrzne?
Może jakieś rybki poławiasz z łajby? ;P

A co do wypraw żeglarskich polecam Alandy ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój patent pozwala na prowadzenie jachtów motorowych o długości kadłuba do 12 m po morskich wodach wewnętrznych oraz pozostałych wodach morskich w strefie do 2 Mm od brzegu, -w porze dziennej i o każdej porze po wodach śródlądowych. Ale w tym roku będzie patent sternika motorowodnego morskiego wtedy będą szaleństwa na szerszych wodach. Wędkarzem jestem zapalonym więc wiadomo z pokładu lubię pomoczyć kija.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, sith114 napisał:

A co do wypraw żeglarskich polecam Alandy ;)

Do popływania bardziej na luzie lub rodzinnie polecam też wysepki koło Sztokholmu. Sugeruję zabrać z Polski zapas piwa czy innych trunków (na miejscu jest z tym bieda) oraz mięso na grila (miejscowe drogie strasznie i takie, że bym psa tym nie karmił nawet). Krajobrazy niesamowite, specyficzny skandynawski klimat. Jakby ktoś miał zamiar zahaczyć o Sztokholm też, to świetną opcją jest zabranie małego pontonu z silniczkiem - całkiem wygodnie i ciekawie się zwiedza miasto kanałami. No i oczywiście składane rowery też się przydają.

Niby to oczywiste ale napiszę na wszelki wypadek, że absolutnie nie można tam śmiecić, zostawiać po sobie chlewu i palić w miejscach niedozwolonych. Generalnie, tam wszędzie prawie wszystko wolno, grilować, cumować, kożystać z wody, prądu, sanitariatów... jak długo przestrzega się zasad. Panuje pełna gościnność, ale na brak kultury Szwedzi reagują bardzo szybko i zdecydowanie. I można być pewnym, że choć pozornie nikogo nie widać, to na 100% ktoś tam zerka, czy się polscy żeglarze poprawnie zachowują;-)

@waldek123blau motorowo też jak najbardziej. Tam często ludzie motorówkami do pracy podróżują. Na kołach to takie śmieszne stare elektryczne wózeczki tylko (coś jak kiedyś u nas na stacjach kolejowych  bywało, ala meleks).

Edited by Słony leszcz (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój najlepszy okres łowienia to wybrzeża Szkocji do 40m głębokości czyli tam gdzie rzucaliśmy kotwicę. 

Statek badawczy, poznałem cały biotop morza północnego z okolicami oceanu, złowiłem większość gatunków jakie można i da się oraz widziałem cuda natury w sieciach hehe. 

Codziennie kotwica ok 18, leżaczek, kawka i dwie wędki :) czasami cały dzień na kotwicy w zależności od typów badań.

Nie raz wracałem do domu np z 20kg zamrożonych scallops :D które zostawały po badaniach. 

Nałowiłem się przez 3 lata i mam nadzieję, że kiedyś na ten statek wrócę :)

Edited by FajnyRadziu (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widze nie dość, że wilki morskie to jeszcze wędkarze o ile popływać to sobie popływałem. To z wędkowaniem lipa. Zawsze maruderzy co dzień przed sie wyrkuszali, albo karpiarze. A mnie zasadzki na tego gównojada nie interesują. Ja to chce przygodę i walkę z prawdziwym drapieżnikiem :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też swego czasu lubiłem sobie pomoczyć kija, ale to tak na luzie. Jeziorko, piwko, zwyczajny spławik, jakaś płoteczka, jakiś okonek, czasem jakiś leszcz konkretniejszy... rekreacyjnie i kontemplacyjnie raczej:-) Potem dzieci się porodziły, to nie bardzo są warunki, może jak podrosną trochę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 12.01.2020 o 14:43, Roman.P napisał:

 

Na "morską chorobę" było zawsze jedno lekarstwo. Jak rzygasz  to jedz żebyś mia czym rzygać. Po pewnym czasie objawy ustąpią.

Druga cenna rada: nie rzygaj pod wiatr :)

Pytanie, czy jak się stoi za sterem to choroba nie działa, to był oczywiście żarcik :D ja dostałam w Egipcie ichnia tabletkę i tak mnie otępiła, że przy drugim nurku byłam jak kapeć, błędnik totalnie nieczynny, nie potrafiłam ocenić na jakiej głębokości względem innych płynę i ogólnie niewiele z tego nurka pamiętam. Jedynie to, zeczaparowala mi maska.

Zazdroszczę ludziom, którzy się dobrze czują na łodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uwielbiam historię marynarki, zarówno handlowej jak i wojennej. Kiedyś miałem epizod z jedną z nich, ale życie potoczyło się inaczej, a sentyment do morza został :)

 

Edited by Danielj (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wita SM z kilkunastoma rejsami bałtyckimi, zaliczonymi fiordami, rundką wokół Szkocji z przejściem przez Pentland i kilkoma lajtami na Adriatyku.

Co do choroby morskiej: zauważyłem, że nasila się, kiedy to, co widzimy nie zgadza się z sygnałami z błędnika. Najgorsza sytuacja: przesiadywanie pod pokładem i gapienie się na ściany.

Błędnik szaleje, a wzrok mówi, że nic się nie dzieje, bo otoczenie jest w miarę nieruchome. Wnioski: pod pokładem tylko koja z zamkniętymi oczami (odcinamy nieprawdziwy sygnał wzrokowy), a na pokładzie obserwacja horyzontu (świat się buja razem z błędnikiem, więc wszystko jest OK).

Ciekawych rejsów!

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ile pamiętam to najlepsza metoda proponowana przez K.O. Borchardta polegała na włożeniu pacjentowi 100$w zęby. W dawnych czasach z taką kasą w zębach nikt się nie porzygał  :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, Danielj napisał:

O ile pamiętam to najlepsza metoda proponowana przez K.O. Borchardta polegała na włożeniu pacjentowi 100$w zęby. W dawnych czasach z taką kasą w zębach nikt się nie porzygał  :P

Oj, ja to bym wyrzygala i samorodek złota :D

Siedzenie na pokładzie i gapienie się w horyzont nie pomagało, bylo tragicznie mimo, że brałam tabletkę. Statkiem bujalo, wzrok nie nadążał za śledzeniem horyzontu, bo raz był on wysoki, raz nisko, jednoczesnie przechylal się w prawo i w lewo i jeszcze w innych płaszczyznach.

Ostatecznie pomogło pójść pod pokład, położyć się na kanapie na boczku, zamknac oczy i wyobrażać sobie, że bujam się na hamaku. Wtedy wrażenie bujania dla mozgu było jednostajne i miarowe, jak na hamaku, mózg i błędnik za tym nadążały, choć stateczkiem trzepało faktycznie we wszystkie strony. 

 

 

Edited by Nik@ (see edit history)

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Nik@ napisał:

Oj, ja to bym wyrzygala i samorodek złota :D

Siedzenie na pokładzie i gapienie się w horyzont nie pomagało, bylo tragicznie mimo, że brałam tabletkę. Statkiem bujalo, wzrok nie nadążał za śledzeniem horyzontu, bo raz był on wysoki, raz nisko, jednoczesnie przechylal się w prawo i w lewo i jeszcze w innych płaszczyznach.

Ostatecznie pomogło pójść pod pokład, położyć się na kanapie na boczku, zamknac oczy i wyobrażać sobie, że bujam się na hamaku. Wtedy wrażenie bujania dla mozgu było jednostajne i miarowe, jak na hamaku, mózg i błędnik za tym nadążały, choć stateczkiem trzepało faktycznie we wszystkie strony. 

 

 

I tak wg mnie ciekawsze są wrażenia po parodniowym rejsie, gdy schodzisz ma ląd i to on się rusza :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, sith114 napisał:

I tak wg mnie ciekawsze są wrażenia po parodniowym rejsie, gdy schodzisz ma ląd i to on się rusza :D

Dokładnie. Co pierwszego robi żeglarz po zacumowaniu i ogarnięciu jachtu? Wiadomo, idzie do "cywilizowanej" toalety:-) Wrażenia z ciasnej małej kabinki która nagle zaczyna bujać się jak diabli - bezcenne. Szczególnie na początku, kiedy nie wiesz czego się spodziewać.

Widzę, że tu dalej dyżurny temat żeglarski leci:-) Wg mnie sposób jest jeden, zrzucić, zagryźć i do roboty, zrzucić, zagryźć, do roboty... Tak kilka/kilkanaście razy i człowiek dochodzi do siebie. Dobry ciepły posiłek też pomaga. Nie można z tym walczyć, tylko zaakceptować jako zwykłą fizjologiczną reakcję, za to nie poddawać się psychicznie, nie dać sobą zawładnąć chorobie. No wiadomo, jak jesteś pasażerem, to możesz sobie zalegnąć w koi i wstać jak dopłyniesz na miejsce. Ale będąc członkiem załogi... jak Ty nie wykonasz swoich obowiązków, ktoś inny będzie musiał je za Ciebie zrobić, a ten ktoś wcale nie musi się czuć lepiej do Ciebie.

Ale, co by odciągnąć rozważania od przykrych tematów... jakie są wasze ulubione kierunki żeglugi, lub takie w które byście dopiero chcieli się udać?

Moim nr 1 są rejony polarne (niestety jak na razie marzenia nie zrealizowane i niestety nie wdać trochę, żeby to się zmieniło w najbliższym czasie). I to chyba bardziej północ niż południe. Zawsze pociągały mnie surowe warunki, poza tym są to chyba ostatnie rejony, gdzie żeglarstwo nie skomercjalizowało się jeszcze tak do końca, gdzie faktycznie można się poczuć "na końcu świata".

Wiadomo, nie miałbym nic przeciwko poszwędaniu się po karaibach czy innych tropikach, ale to tak raczej "czemu nie?" a nie jakieś wielkie marzenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×

Important Information

Wchodząc do serwisu Nano-Reef, zgadzasz się na warunki Terms of Use.