-
Liczba zawartości
1 543 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Kalendarz
Blogi
Articles
Member Map
Sklep
Zawartość dodana przez Ironista
-
Sewer - działaj, jak masz następne zejścia i to ryb z łuskami, to niedobrze. U mnie jak garbiki załapały po padnięciu białobrodego, to z 16-stu sztuk nie została żadna. Przy okazji poleciała reszta. Tak jak Mirek radzi, odłów je na poważne leczenie. Ja bym tutaj jeszcze dodał - jak odłowić to wszystkie ryby - bo to stres niemały - nie pakować ich razem do jednego baniaka - bo to nic nie zmieni - najlepiej jakby ci się udał pożyczyć ze dwa, trzy zbiorniki, może w okolicy są morszczaki, którzy gdzieś tam w piwnicy mają jakieś niepotrzebne baniaki.
-
Sewer - trzymam kciuki - pilnuj się i obserwuj. Ja dopiero co wychodzę na prostą po podobnej akcji, z tym że u mnie to Białobrody pociągnął za sobą większość obsady. Nigdy więcej jego ani Achillesa. Będzie dobrze.
-
To i ja dodam swoje trzy grosze. Nie demonizowałbym np. takiego Reefmaxa jako zbiornika początkowego. Jest na forum wiele tych baniaków i to ładnie utrzymanych przez ludzi którzy zaczynają, lub zaczynali od nich. Zwłaszcza w opcji bliskości doświadczonego morszczaka w pobliżu. Ja tam zaczynałem od niego i wcale go nie przeklinam. To raz. Dwa - dla posiadaczy zbiorników po słodkim. Też to przeżyłem kiedy z Reefmaxa przechodziłem na zlikwodowany 540 litów zbiornik słodkowodny. Zacznijcie od początku. Wiercenie w dnie sklejonego baniaka jest ryzykowne i nie każdy się chce tego podjąć. Dalej - odpieniacz zewnętrzny ( da się, ale obsługa upierdliwa - choćby dolewka wody RO/DI). Pudełko przelewowe - jest to jakieś rozwiązanie, ale upierdliwe,ryzykowne i stresogenne (przeżyłem, więcej nie chcę). Lepiej baniak sprzedać, albo przerobić na sump i zacząć "po bożemu" czyli z klasycznym kominem (wewnętrznym lub zewnętrznym jak tam kto sobie winszuje) i sumpem. No i to najważniejsze - przed odpaleniem kubeł zimnej wody na łeb żeby ochłonąć i się nie spieszyć. Czytać, pytać i liczyć zamiary na siły, nie odwrotnie, pamiętając że start to dopiero początek, a zasiedlanie wcale nie jest tanie. Zawsze twierdzę i będą twierdził, że z morskim akwarium jest jak z remontem mieszkania. Jakbyś nie liczył to i tak się rozjedziesz w kosztach.
-
Na moje to kawałek Desjardini
-
Mam w piwnicy dwie lampy. Jedna jakiś chińczyk (4x54) druga jakiejś polskiej produkcji (4x80). Ta pierwsza - osłona pękła po 2 miesiącach od temperatury, jedna para świetlówek paliła się jak walnąłem w lampę. Ta druga - wyjęcie osłony świetlówek to była mordęga, wyginała się od temperatury i wypadała. Po 8-miu miesiącach poszedł statecznik w jednej parze. Teraz mam ATI, nie wiem co to za technologia, czy kosmiczna czy nie, ale wiem za co zapłaciłem. Działa, po prostu działa.
-
Z tym jodem to uważajcie. Nie wiem jak w przypadku krabów, ale na pewno zwiększony poziom jodu stymuluje krewetki do wylinki. Jeżeli wylinki następują zbyt często, to przy którejś z kolei pancerz jest zrzucany razem ze skórą i zwierzak umiera.
-
U mnie parka boksujących i cztery czyszczące jakoś się dogadują. Mimo że mają dużo miejsca, to przeważnie cała szóstka siedzi w jednej grupie skał. Generalnie czyszczące unikają bezpośrednich kontaktów z boksującymi, a jak już do niego dojdzie to uciekają. Na pogonieniu się zazwyczaj kończy. Morderstw na razie nie stwierdziłem.
-
Mam dokładnie tak samo. Jak mi eksplodowała ospa i nie wszystkie ryby udało się ze skał wyłowić, to parametry siadły. Duże NO3 i PO4. Woda czasami mętnawa (podmian nie robiłem), ale cyjano i dino które były wcześniej poszły sobie w diabły. Teraz woda dochodzi do siebie, NO3 - 0, PO4 spadło z 0,35 na 0,09 i spada nadal. Woda kryształ. Pojawiają się ogniska dino. Biogro leję, peletki chodzą, odpieniacz pięknie pieni, niby ok, ale badziewie wraca. Cyrkulacja 3x12 tys. (Vortech, Tunze) + 6 tys. obieg RD. Światło ma 3 miesiące. Z obsady zostało tak mało ryb, że karmię 1 kostkę i trochę spiruliny i nori dziennie. I bądź tu mądry.
-
Myślę że odpowiedź forum była by inna, gdybyś pokazał zbiornik który swoim wyglądem nie przeczyłby temu co piszesz. Bez plagi cyjano, zaglonionych szyb (które nie falują tylko dlatego że je borsuk ogryza) z powodu wysokiego NO3 i PO4, bez brązowych korali i z obsadą dobraną do pojemności zbiornika. Wtedy niejeden by się zapytał - jak ty to robisz? PS> Kilka godzin dziennie przy zbiorniku to spędzają chyba tylko pracujący w sklepach z morszczyzną.
-
I tak zrób. Powód. Mając ten siporax tuż przy komorze pompy powrotnej i potrząsając nim spowodujesz, że większość syfu który na nim osiadł raz dwa trafi do tej komory i za chwilę do zbiornika. Ja bym właśnie tutaj dał przegrodę na watę filtracyjną, tuż przed komorą pompy. To raz, a dwa z uporem maniaka powtarzam - ludzie po co tworzycie tyle tych komór, przegrody i inne cuda wianki. Ja mam sump 350 litrów i dwie komory - jedna odpieniacz, peletty i filtry na rowe i węgiel, druga to komora pompy powrotnej. Przed nią jeden bubble- stop z półką na watę. I wsio. Prosto i funkcjonalnie. Dobrze wyregulowany odpieniacz żadnych bąbli nie robi, duża komora odpieniacza to nieograniczone możliwości co do jego rozmiarów, ustawienia itp. Mało tego, można tam też śmiało dać skałę, siporax i do tam kto jeszcze chce. Można też jeszcze pokusić się o zamontowanie jakiejś małej pompki cyrkulacyjnej i wtedy cały syf, albo trafia do opieniacza, albo na watę w przegrodzie przed pompą.
-
Może być jak najbardziej jakiś zbiornik na RO. Oczywiście wtedy dolewka oparta na pompce, a nie na elektrozaworze.
-
Amen. Dodam jeszcze - drobny piasek - pobierają go żeby lepiej trawić algi. W przypadku zakupu wychudzonego egzemplarza dobrze jest jak w baniaku jest inny pokolec żebym mógł podjąć z jego odchodami florę bakteryjną. Moja Xanthurum wyszła z takiej ospy, że prawie nie było widać że jest granatowa, bo jakby ją mąką obsypał. I trwało to ponad miesiąc. Ale była tłusta, futruje wszystko łącznie z suchym. Po chorobie wychudła, ale w tydzień doszła już do siebie. Ale zieleninę ma codziennie (nori, spirulina). Jak czytam nieraz jak ktoś podaje sposoby karmienia i nadmienia że daje raz, dwa razy w tygodniu algi w zbiorniku gdzie są pokolce, to ze zdumienia wyjść nie mogę.
-
64 cm powinien dać radę. Co do wydajności - To u mnie producent podał skalę straty, Na 150 cm wydajność spada z 6 tys. do 4,2 tys. W przypadku NJ pewnie będzie podobnie, nie spodziewam się żeby pchnęła więcej.
-
A napiszę sobie posta pod postem po raz pierwszy, a co tam. Grzebień 32 cm szerokości, to może być za mały. U mnie grzebień ma 40 cm i nie wyrabiał. Musiałem wyłamać zęby.
-
Ja na obiegu mam RD 6000 i powiem że to szału nie robi. A mam baniak tylko 100 litrów większy niż planujesz. Zakładając nawet że NJ jest tak samo wydajna jak RD, to szału nie będzie. Jeśli już NJ to bardziej 8000. Ja jak się ogarnę z czasem, bo planuję dołożyć do posiadanego obiegu jeszcze starą NJ4500.
-
Chyba nie załapałeś. Sarkazmem Tester chciał wzmocnić twój przekaz do autora wątku. Nie było to kierowane do ciebie, ani nie stało w opozycji do tego co napisałeś.
-
No i tu jest właśnie problem, bo nitki są białe i chowają się po zapaleniu światła, więc nadal jestem w czarnej d....
-
Czy coś jeszcze oprócz ślimaków osiadłych puszcza takie nici? U mnie po zgaszeniu światła dziesiątki jeśli nie setki nitek (ale max do 5 cm) wychodzi ze skał i co dziwniejsze z piasku. Nie wygląda to na typowe ślimaki osiadłe, miałem kilka w poprzednim baniaku i wiem jak to wyglądało. Tamte budowały sobie rurki, nici puszczały bardzo długie, nawet takie po kilkanaście centymetrów no i robiły to nawet w dzień. Teraz tylko nocą, nici są krótkie, wychodzą ze skał, lub z piasku. Ktoś się spotkał z czymś takim?
-
Tak to już zwykle bywa, że jak się coś dzieje w zbiorniku, to żadko kto zaczyna szukać od siebie. Najlepiej na sklep, albo środek albo jeszcze co innego. Jeżeli korale po chemicleanie miały problemy, to pakazały ci wyraźnie że coś jest nie tak w zbiorniku, niezależnie od tego jakie cyferki masz w stopce. Mierzymy tylko ułamek tego co jest w wodzie. Dodając do tego że ryby niedawno wpuszczone, zareagowały na złe warunki i pierdykło. Proste. Dwa pokolce w 200 litrach to też jest raczej średni pomysł tak na marginesie.
-
Jaki pan, taki kram. Co tu więcej pisać.
-
Wdzydze 2014 - V letni zlot morszczaków
Ironista odpowiedział SkoczekPL → na temat → Zloty, spotkania...
No to ładnie. Pewnie w treningach na kajaku też się opuszczasz? -
Wdzydze 2014 - V letni zlot morszczaków
Ironista odpowiedział SkoczekPL → na temat → Zloty, spotkania...
Grzesiu, przecież wiesz że tam się mało śpi, więc miejsce nie jest istotne. -
Właśnie Walker mnie ubiegł. Jak pływał w pionie, a teraz leży oparty o korala, to uratować go może tylko cud. I to taki poważny, bo na 99,99% to nic mu już nie pomoże.
-
Właśnie zrobiłem to samo. I wrażenia identyczne. Co prawda nie ma się kto burzyć, ale zawsze sobie przypominam w takim momencie letnie wakacje spędzane u wujostwa na wsi i zapachy obory, a zwłaszcza gnojowicy. Kropka w kropkę urobek w odpieniaczu.
-
Jako że po każdej katastrofie jest czas podsumowań, to i ja się pokuszę licząc na to, że to koniec. Może tylko zamiast pisać co nie przetrwało, zliczę co zostało, dopatrując się w tej metodzie szczypty optymizmu i czerpiąc siły na ponowne zasiedlanie zbiornika. Ryby - dwie Nameleotris magnifica + trzecia w sumpie - jedna Chrisiptera parasema (w sumpie) - dwa wargacze - doktorek i Cirrhilabrus exquisitus - Siganus vulpinus - Zebrasoma xanthurum Krewetki - parka Stenopus hispidus - 4 szt. Lysmata amboinensis Korale - Montipora digitata (trzy tygodnie stała bez polipów, ale z tkanką nic się złego nie działo, od kilku dni poliów przybywa, drżą aż miło, a dzisiaj to już całą była wysypana polipkami jak przed awarią.) - favia - na niej kuracja Oodinexem nie zrobiła wrażenia - kilka czerwonych discosoma - tak jak favia - briareum fluo - takie dziwne, z białymi środkami - generalnie pięknie wygląda, zwłaszcza w aktynice, rozrasta się jak na briareum przystało - Sarcophyton ehrenbergi - rośnie jak szalony, muszę mu jakieś dobre miejsce na stałe znaleźć, bo nie liczyłem że zagości u mnie na dłużej i stoi na piachu właściwie na "gołej nodze", bez żadnej konkretnej podstawy skalnej. - Euphyllia glabrescens - została jedna główka, ale za to zaczęła się pompować jak szalona - Euphyllia cristata - szkielet - miałem go wyrzucić ale w co jeszcze nie wierzę, odradza się; w tej chwili z boków wyrosły trzy narośla, które przypominają wyglądem małże i tak też się zachowują, otwierają się i zamykają. Ponieważ w poprzednim baniaku miałem tylko jedną sztukę Euphylii, która rozrastała się od środka, to tak naprawdę nigdy nie widziałem jak wyglądają narodziny nowej główki tego korala. Ślimaki rzecz jasna również przetrwały. Najdziwniejsza sytuacja obecnie jest z pokolcami. Nie padły, ale cały czas obsypane (xanthurum cała biała, siganus raz więcej raz mniej), ale przestały być apatyczne, chować się po skałach tak jakby je drażniło światło. Zaczęły intensywnie żerować od kilku dni, a że glon nitkowaty się sypnął okazale, to i paszy mają dużo. Daję 1 kostkę mrożonki (naprzemiennie lasonogi i artemia). Zaczęły nabierać ciała, wystające grzbiety zniknęły. Jakby jeszcze to cholerstwo zeszło im z ciał, to już bym w ogóle był dobrej myśli. A tak nie wiem co o tym sądzić i czy nie będzie jakiegoś nawrotu. W każdym bądź razie nie mam zamiaru nic wpuszczać na chwilę obecną jeśli chodzi o ryby. Każde spojrzenie na krewetki wywołuje u mnie uśmiech. Kupiłem w pośpiechu 5 szt. Lysmaty w dziwnych okolicznościach przyrody, bo prosto z boksu przywiezionego z cargo. Bez żadnej aklimatyzacji w sklepie, no bo ospa już się rozprzestrzeniała, a doktorek wiedziałem że sam nie da rady, choć krewetki też nie pomogły. W każdym bądź razie po szybkiej akcji przeżyło mi 4 sztuki. Co do piątej miałem już wątpliwości po przywiezieniu, bo w woreczku zrzuciła wylinkę, zatem była trochę osłabiona. Już pierwszej nocy szukając ich z latarką znalazłem jedną (pewnie to ta po wylince) w szponach parki boksujących. Pozostałe pochowały się po skałach. Po kilku dniach pojawiły się wylinki, a obecnie (są już po drugiej) ganiają po całym baniaku, rosną i na szczęście nie są atakowane przez boksujące mimo że 3 z nich wybrały sobie za siedlisko tą samą grupę skał. Generalnie widzę, że z tych 4-rech dobrała się parka. Trzecia trzyma się na uboczu, a jak się za mocno zbliży to jest goniona. Czwarta w ogóle ma gdzieś to kłótliwe towarzystwo i zamieszkała sobie na innej grupie skał. Nudno nie ma, bo borsuk tam nocuje i cały czas wpływa domagając się czyszczenia. Tak więc nie tylko wszystko pada w tym baniaku, ale też żyje i chce żyć. I może dlatego też na chwilę obecną jakieś promyki optymizmu mnie ogrzewają i topią wątpliwości czy kolejny raz się podniosę. Podmian nie robię, parametrów nie mierzę i tak jakoś się to toczy. A że mam dużo czasu, to się zastanawiam jak powinien wyglądać w przyszłości ten zbiornik. Raz tak, raz siak. Co tam będę pisał, kiedy jeszcze sam nie wiem do końca. A może niepotrzebnie się zastanawiam? Generalnie w życiu zawsze najlepiej wychodziło mi nie to, co zaplanowałem w najdrobniejszych szczegółach, a to, co było robione na żywioł z pełną gamą improwizacji. Wtedy idę jak burza, coś tam niszczę po drodze czasami, ale czyż po burzy świat nie wygląda pięknie? I może to jest metoda zgodna z moim charakterem. Wybuch, huk i przodu. Ale bez co-co jumbo .
